Nowe programy

Nowe programy budzą przerażenie zwolenników kontroli zbrojeń, którzy uważają, że takim działaniem Stany Zjednoczone zaprzepaszczą swą pozycję lidera w walce o nierozprzestrzenianie broni jądrowej i mogą sprowokować inne kraje do podjęcia podobnych badań. Krytykując te projekty, senator Edward Kennedy z Massachusetts ostrzegł, że „broń jądrowa nie jest po prostu jednym z wielu dostępnych w naszym arsenale środków i źle, jeśli tak właśnie się ją traktuje”. Daryl Kimball, dyrektor wykonawczy Arms Control Association w Waszyngtonie, oświadczył, że „polityka zbrojeniowa administracji Busha, oparta na zasadzie skierujcie się tym, co mówię, nie tym, co robię», narusza zobowiązania Stanów Zjednoczonych przyjęte w ramach układu o nierozprzestrzenianiu broni jądrowej i stawia pod znakiem zapytania jego przyszłość". Inni krytycy wyśmiewają koncepcję małych ładunków jądrowych, nazywając ją „niepokalanym rozpoczęciem wojny”. Sądzą bowiem, że nawet stosunkowo slaby wybuch jądrowy spowoduje groźne skażenia, nie przynosząc oczekiwanego skutku.

Potencjalni przeciwnicy Stanów Zjednoczonych wyciągnęli ważny wniosek z pierwszej wojny w Zatoce Perskiej. Kiedy na irackie ośrodki dowodzenia, składy broni i inne instalacje spadał z zegarmistrzowską precyzją deszcz inteligentnych bomb, stało się jasne, że stacjonarne obiekty wojskowe na powierzchni ziemi są bardzo łatwym celem dla amerykańskiego ataku powietrznego. Dlatego centra operacyjne i magazyny amunicji przeniesiono pod ziemię do umocnionych, betonowych bunkrów lub pomieszczeń wydrążonych w litej skale. Po operacji „Pustynna Burza” amerykańscy stratedzy wojskowi przez lata debatowali nad najlepszym sposobem niszczenia umocnionych i ukrytych głęboko celów, dobrze wiedząc, że atak na podziemne bunkry lub magazyny broni wcale nie musi się powieść. Co gorsza, podczas ataku może dojść do niezamierzonego uwolnienia do środowiska składowanych pod ziemią śmiercionośnych chemicznych lub biologicznych środków masowego rażenia. Jednym z rozwiązań, jakie rozważali stratedzy, były wnikające w głąb ziemi głowice jądrowe o obniżonej sile wybuchu.

Podczas trwającej sześć godzin ewakuacji okolicznej ludności opad promieniotwórczy zabiłby niemal wszystkich, którzy znajdują się w odległości do 5 km po zawietrznej stronie miejsca wybuchu i co drugą osobę w odległości 8 km. Dopiero gdy odległość najbliższego zamieszkanego obszaru po stronie zawietrznej wyniesie co najmniej 10 km, opad spowoduje niewiele ofiar. Nawet jednak przy niewielkiej liczbie ofiar duże obszary przylegające do miejsca wybuchu zostaną skażone. Za wskaźnik dopuszczalnego poziomu promieniowania można uznać decyzję radzieckich władz po katastrofie w Czarnobylu. Na stale zamknęły obszar, na którym mieszkańcy otrzymaliby w ciągu pierwszego roku dawkę promieniowania oszacowaną na 0.02 Sv (siwert jest jednostką określającą dawkę skuteczną promieniowania jonizującego, we wszystkich tkankach, która uwzględnia skutki biologiczne promieniowania). Gdyby trzymać się tego standardu, wszyscy mieszkańcy terenów od strony zawietrznej w odległości do 70 km musieliby zostać przynajmniej czasowo przeniesieni w inne miejsce.

 Trudno dziś sobie wyobrazić dobrze prosperującą firmę, która nie miałaby dostępu do internetu. To nie tylko jeden z najlepszy…

Czytaj więcej

Krajowa Konferencja Menadżerów i Nauki swój debiut miała w 2007 roku. Okazała się tak udanym przedsięwzięciem, że postanowiono t…

Czytaj więcej

Poszukiwania gotówki warto zacząć od urzędu pracy. Urząd pracy z chęcią wesprze inicjatywę bezrobotnego. Nie będzie to pomoc bez…

Czytaj więcej

Obszar całkowitego zniszczenia w przybliżeniu ma kształt półkuli, a jego rozmiar zależy od energii ładunku, głębokości, na jakie…

Czytaj więcej